Przegląd tematu
Autor Wiadomość
Adide
PostWysłany: Nie 22:47, 18 Mar 2007    Temat postu:

Ty masochistką jesteś, że takie ficki smutne piszesz xD?
A szczerze mówiąc, to teraz niezłym epilogiem byłoby ostatnie z opowiadań zamieszczonych na blogu Zophiel, to o śmierci Tochiego.
Rany, niezły dramat by wyszedł...

W każdym bądź razie świetnie było ^^.
PROPHET
PostWysłany: Czw 17:44, 08 Mar 2007    Temat postu: FOOL'S GARDEN (Toshiya)

FOOL'S GARDEN





"...Stąpać ponad Ziemią choć raz byś chciał,
Stąpać po krawędzi, gdzie lęk i strach..."



Kolorowe światła odbijały się od twarzy Die'a sprawiając, że wyglądał znacznie cudowniej niż powinien. Jego krwiste włosy opadły mu na twarz, zasłaniając jej połowę. Wargi gitarzysty poruszały się bezgłośnie, podczas gdy palce wykonywały zagmatwane ruchy skacząc z jednej struny na drugą. Rzadkie kropelki potu spływały po jego twarzy, szyi, odsłoniętych ramionach... wyglądał bosko. Toshiya zagryzł wargi. "Nie wolno ci!" krzyknął w myślach i odwrócił głowę. "Co ty robisz, człowieku, że wyglądasz tak cholernie sexy!? Że tak przyciągasz wzrok.... serca fanów, fanek..." basista pobiegł na drugi koniec sceny, jak najdalej, by tylko stracić z oczu czerwonowłosego gitarzystę. Udało mu się, jednak zaledwie na czas jednego utworu.
Czarnowłosy poczuł, że ktoś dotyka jego pleców swoją klatką piersiową. Modlił się, żeby to był Kaoru albo Kyo... byle nie...
Zadrżał na całym ciele, gdy uzmysłowił sobie, że owy "ktoś" powoli przesuwa swoim wilgotnym, gorącym językiem po jego smukłej szyi. Dobrze wiedział kto to. "Znowu to robisz... Dla widowni, prawda? Tylko dla nich." Toshiya, słysząc niesamowicie głośne wrzaski i piski płynące ze strony fanów delikatnie odchylił głowę na bok i oparł połowę swojej twarzy o twarz stojącego za nim mężczyzny. Kątem oka dojrzał subtelny uśmiech, ozdabiający oblicze Daisuke. Serce zabiło mu znacznie szybciej, ale nie wiedział, czy z radości czy bólu. Najpewniej jedno i drugie było powodem. Basista spuścił wzrok. "Dlaczego mi to robisz?".

***

Toshiya zszedł ze sceny z wzrokiem utkwionym w podłodze. Nie chciał na niego patrzeć. Na jego zadowoloną minę, bezczelny uśmiech. Ten dupek pewnie myśli, że Toto dobrze się bawi...? "Cudownie, jak cholera!" pomyślał czarnowłosy.
- Totchi....? - basista usłyszał za sobą głos Kaoru - Chciałem się ciebie coś zapytać....
- Pytaj. - odparł krótko Toshiya, jednocześnie ściągając z siebie ubrania i nadal myśląc o czerwonowłosym.
- Na osobności... - mruknął Kao, rumieniąc się lekko.
Toshiya otoczył wzrokiem pomieszczenie. Rzeczywiście było tu trochę osób, poza członkami zespołu. Czarnowłosy podreptał za gitarzystą do sąsiedniego pomieszczenia.
- O co chodzi? - zapytał Toto, gdy drzwi się za nim zamknęły.
- Słuchaj... - zaczął lider, nie patrząc Totchiemu w oczy - Dostałem ostatnio od siostry ( ... Nie wiem czy on ma siostrę... a Wy? ... dop. PROPHET) dwa bilety... do narodowego teatru, na jutro...i... - Kaoru zmienił ton na niby to obojętny - Tak sobie pomyślałem, czy nie zechciałbyś ze mną pójść...?
- Dlaczego ja? - uśmiechnął się Toshiya, szczerze mówiąc wolałby zostać w domu. A nuż Die wpadnie film obejrzeć, jak to zazwyczaj robi...? - A Kyo nie chciał?
- Nie wiem, nie pytałem go. - lider zmieszał się nieco - Pytam ciebie. Z tobą chciałem się tam wybrać...
- Przykro mi... - odparł basista po chwili milczenia - Mam plany na jutrzejszy wieczór.
- Acha... rozumiem. - mruknął Kao zawiedzionym głosem - Rozumiem.
- Przepraszam, ja... - nie wiedzieć czemu Totchiemu zrobiło się przykro na widok smutnych oczu lidera.
- Nie, nie szkodzi, przecież cię nie zmuszam ^^. - gitarzysta wymusił słaby uśmiech - Poproszę Kyo.
- Tak...
- Tak.
Toshiya wyszedł z pomieszczenia z mieszanymi uczuciami w sercu. Kaoru wyglądał jakby mu naprawdę zależało, a on tak nim sponiewierał. Dla Die'a. Bo "może" Die wpadnie na godzinkę z nim posiedzieć. "Głupiec" skarcił się w duchu basista, jednak gdy jego oczom ukazał się uśmiechnięty od ucha do ucha Die, rozjaśniły się, a uśmiech na długo pozostał na jego delikatnej twarzy.


***



- Hej, Toto! - Die podszedł do Toshiyi zaraz po próbie.
- Hai? - uśmiechając się szeroko, Totchi spojrzał na przyjaciela.
- Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór? - zapytał gitarzysta.
- Nie. - odparł żywo wyższy, zapominając o tym, co wczoraj powiedział liderowi - Czemu pytasz?
- Idę dzisiaj do klubu. Nie chce mi się samemu, może poszedłbyś ze mną?
- Jasne! - odparł bez wahania basista.
- Super. - ucieszył się czerwonowłosy, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wołającego go Kyo.
Toshiya nie zauważył, że Kaoru z zaciekawieniem i smutnymi oczyma przypatrywał się owej scence.

***

- Daisuki, chyba masz już dosyć... - rzekł pouczająco Toshiya, kompletnie zalanym głosem.
- I kto to mówi! - Die zaśmiał się głośno, po czym pijanym wzrokiem przejechał po parkiecie - Źle się bawisz?
- No coś ty! - czknął Toto przysuwając się bliżej do gitarzysty - Bawię się wspaniale! Uwielbiam z tobą spędzać czas, wiesz o tym! - jakiś głos w jego głowie podpowiadał mu, że na zbyt wiele sobie pozwala jednak był zbyt pijany by się tym teraz przejmować - Dziękuję, że mnie zabrałeś ze sobą!
Czarnowłosy objął szyję Daisuke swoimi ramionami i pocałował go w policzek.
- Poczekaj jeszcze chwilę, dopiero ZARAZ będziemy się wspaniale bawić! - uśmiechnął się szerzej starszy, przysuwając swoją twarz do twarzy basisty.
- Co masz na myśli? - Toshiya poczuł bolesny, a zarazem przyjemny łomot w klatce piersiowej.
- DIE! JESTEŚMY!!!! ^0^
Totchi nietrzeźwo spojrzał w bok i zamarł. Odsunął się od gitarzysty starając sobie w mówić, że to przez alkohol ma jakieś zwidy. Dwóch mężczyzn otoczyło piętnaście prawie nagich kobiet (bo tylko w samych majteczkach ^^), pięknych, zgrabnych, kształtnych i, przede wszystkim, bardzo rozpalonych.
- Trochę się naczekaliśmy, ale w końcu dotarłyście, moje panie! - zawył roześmiany Die - ZAPRASZAMY DO NAS!
Kobiety z delikatnym piskiem rozsiadły się obok mężczyzn, niektóre nawet pozwolił sobie usiąść NA nich.
- Co tu się dzieje? - zapytał Toshiya odwracając głowę w stronę Die'a. Jego wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego.
- Jak to co? - starszy roześmiał się głośniej - Postanowiłem załatwić nam towarzyszki! Nie cieszysz się, zobacz, tamta ma chyba na ciebie ochotę.
Totchi zwrócił twarz w stronę najbliżej niego siedzącej kobiety. Kobiety? To była może 16-letnia dziewczyna! Patrzyła na basistę rozmarzonym i takim niewinnym, a jednocześnie zachęcającym wzrokiem. Uśmiechnęła się szeroko, gdy Totchi na nią spojrzał. Dotknęła jego twarzy swoimi delikatnymi palcami i przysunęła się do niego.
- Mogę? - wyszeptała słodkim głosem.
Po chwili jej usta spotkały się z wargami Toshiyi. Ten jednak cofnął się gwałtownie i odsunął od siebie dziewczynę.
- Die! Ja się świetnie bawiłem tylko w TWOIM towarzystwie! - syknął wściekły - Niepotrzebne mi jest stado prostytutek! Na dodatek nieletnich!
- Nie przesadzaj... - czerwonowłosy wydął usta - Wiesz, ile zapłaciłem, żeby je wynająć? Ciesz się życiem, Totchi! Kto wie, czy świat nie zniknie za trzy tygodnie!!!
Toshiya nie odpowiedział. Wściekłość nieco go otrzeźwiła. Wyrwał się z objęć obmacujących go kobiet i ruszył w stronę wyjścia. Czy to ze złości popłynęły mu łzy?
"Głupiec" pomyślał Die, po czym zatopił się w rozkoszy, którą dawały mu wynajęte prostytutki.

***

Nie było wcale tak późno. "Zaraz, o której Kaoru miał jechać do tego teatru...?" Toshiya był co prawda pijany, jednak wytężając wszystkie swoje siły pobiegł w stronę domu lidera. Jeszcze nie jest za późno. Spędzi miły wieczór przy boku swojego dobrego przyjaciela w teatrze. Zero prostytutek, za to całkiem przyjemnie spędzony czas!
Już był przy jego posesji, gdy nagle stanął jak wryty. Drzwi od wielkiego domu Kao otworzyły się szeroko. Najpierw wyszedł Kyo, a zaraz za nim lider. Wsiedli do samochodu i pojechali... do teatru. "Razem... A to przecież mogłem być ja...". spuścił głowę. Nie mógł powstrzymać płaczu "Głupiec".

***

- Witam moją chodzącą niewinność! - zawołał Die już od progu drzwi.
- Ohayou, Die. - mruknął Toshiya, nie odwracając głowy od ekranu wielkiego telewizora.
- Dlaczego wczoraj wyszedłeś? - zapytał z wyrzutem czerwonowłosy, siadając obok przyjaciela - Było tak miło...
- Nie chciało mi się siedzieć z tymi dziwkami. - odparł Totchi, bezsensownie przełączając na coraz to inny program.
- Wyglądałeś, jak byś się dobrze bawił...
- Bo tak było. - Toto spojrzał w oczy gitarzysty - Do czasu.
- Trochę urozmaicenia, Totchi. - Die chwycił w dłoń podbródek basisty - Gdybyśmy byli tylko we dwójkę, to nie byłoby AŻ tak miło.
- Co masz na myśli?
- Przecież wiesz o co mi chodzi... - Die uśmiechnął się perwersyjnie, nie cofając dłoni.
- Czy każda impreza musi się dla ciebie kończyć ostrym rżnięciem, żeby zaliczyć ją do udanej? - Toshiya zmarszczył brwi.
- Tak. - odparł szczerze Daisuke.
- Die, przecież bez dziewczyn też można się bawić...
- Wcale nie...
- Skąd ta pewność?
- Bo nigdy w życiu nie przeleciałbym faceta, rozumiesz? - to mówiąc Die zbliżył się jeszcze bardziej do Toshiyi. Basista nawet się nie zorientował, kiedy ich wargi zetknęły się ze sobą w krótkim, trwającym zaledwie 2 sekundy pocałunku.
Po tym Daisuke odsunął się od młodszego mężczyzny, wyrwał mu z ręki pilota od telewizora i wyszukał jakiś kanał muzyczny.

***

Kaoru stał przy swoim samochodzie, czekając aż Toshiya wyjdzie ze studia. "Może jest jeszcze szansa? Może tym razem się zgodzi?" Lider wyrzucił kolejnego papierosa z kolei, wypuszczając dym z ust. Nagle w drzwiach wyjściowych ukazał się Toshiya. "W końcu!" Kaoru odetchnął z ulgą, jednak w jego sercu nadal gromadziło się napięcie.

Toshiya szybkim krokiem opuścił studio. Był mile zdenerwowany i zniecierpliwiony, gdyż Die powiedział, że może wpadnie do niego dziś wieczorem i mu powie o czymś, co od dawna chciał mu przekazać. "Może jest jeszcze szansa? Mój Daisuki...." Toto uśmiechnął się w myślach. Nie widząc gdzie idzie nagle na coś wpadł. Na coś dużego i twardego. Na kogoś.
- Au! - podniósł zdziwiony wzrok. Przed nim stał Kaoru.
- Przepraszam, Totchi... - zmieszał się blondyn - Nic ci...
- Spokojnie! - uśmiechnął się Toshiya, nic mu nie może popsuć dzisiaj humoru - Nic się nie stało ^^!
- Toto, podwieźć cię do domu? - wypalił lider ni z tego ni z owego.
- Aaa.... - Totchi zawahał się - Właściwie to czemu nie, nie chce mi się dzisiaj iść na piechotę^^.
- Świetnie. - Kaoru uśmiechnął się szeroko, po czym otworzył Toshiyi drzwi.


Podczas jazdy Kaoru co chwilę zagadywał Toshiyę, zadając mu różnorakie, czasem nawet bezsensowne pytania. Najwyraźniej czegoś chciał, jednak basista nawet tego nie dostrzegł. Zajęty był rozmyślaniami, o czym Die chce mu dzisiaj powiedzieć? Może chce go zaprosić na randkę? Może chce go przeprosić za poprzedni wieczór? "A może... chce mi powiedzieć, że.. mu na mnie zależy...?" Toto zarumienił się lekko, przez swoje głupie myśli.
- Totchi, dlaczego się rumienisz? - Kaoru oczywiście to dostrzegł.
- A nic! - zaśmiał się Toto - Głupoty mi do głowy przychodzą, hehe.
Twarz lidera rozjaśniła się delikatnie. "Totchi, jak ty cudownie wyglądasz, kiedy się tak uśmiechasz..." pomyślał gitarzysta.
Toshiya spojrzał ukradkiem na Kaoru. "On jest nawet... on jest BARDZO przystojny.... " przeszło mu przez myśl "Taki poważny, a zarazem... jak się cieszy, wygląda jak dziecko. Tak, jak teraz. Dlaczego on się cieszy? Przecież tylko zawozi mnie do domu... Może to przez Kyo...?" Totchi przestał się uśmiechać "Te jego oczy, usta, Kao, jesteś taki piękny... jednak w najmniejszym stopniu nie przypominasz Die'a....Nie dorastasz mu do pięt..." basista spuścił głowę. Chciał się jak najszybciej znaleźć w swoim mieszkaniu. Musiał się przecież przygotować do spotkania z czerwonowłosym.

Gdy samochód zaparkował pod ogromnym wieżowcem Kaoru odwrócił głowę w stronę Toshiyi.
- Totchi?
- Hai? - Toto niechętnie spojrzał na blondyna, miał zamiar już wychodzić, im szybciej znajdzie się w mieszkaniu tym lepiej.
- Aaa... nie zechciałbyś na przykład... Pójść ze mną dzisiaj wieczorem na kolację? - wydusił Kao jednym tchem, rumieniąc się nieznacznie.
- Dzisiaj?! - Toto prawie zawył.
- No... dzisiaj... - Kaoru podniósł zdziwiony wzrok.
Czarnowłosy spojrzał w szybę. Przecież dzisiaj przychodzi do niego DIE! Chce mu coś powiedzieć. Coś z pewnością ważnego! Do czego już się od dawna przymierzał.... Z drugiej strony już raz Toshiya żałował, że poświęcił czas czerwonowłosemu, zamiast Kaoru... Już raz go zabolało. Ale... Die... Ma mu coś do powiedzenia.
- Kao... ja... nie mogę... - odparł Toto przepraszającym tonem - Naprawdę nie mogę...Przepraszam.
- Nie przepraszaj, nie masz przecież za co. - Kaoru odwrócił wzrok "I znowu... czym się łudzisz, głupi jesteś i tyle.".
- Może Kyo... - zaczął młodszy.
- Daj mi spokój z tym Kyo. - mruknął stanowczo lider - Kiedy pytam o coś ciebie to znaczy, że nie chcę o to pytać nikogo innego.
- .......
- Wiesz, bo ja... - Kaoru uśmiechnął się nerwowo - Ja naprawdę chciałbym, żebyś... kiedyś poświęcił mi trochę więcej uwagi....
- Kao...
- ...Ne, może innym razem...? - blondyn uśmiechnął się słabo.
- Może... Do jutra, Kao.
- Do jutra. - westchnął gitarzysta.
Toshiya zastanowił się chwilę, po czym jeszcze za nim wysiadł delikatnie musnął ustami policzek Kaoru. Sekundę później już go nie było. Lider otworzył szeroko oczy. Po raz setny od kilku dni pojawiła się w nich nadzieja "A może jednak...? Może jest jeszcze szansa...!".

***

Czas płynął, a uśmiech nie znikał z pięknej twarzy Toshiyi. "Jeszcze kilka minut i przyjdzie! Zaraz mi powie!" ćwierkał sobie w duchu. Nie wiedząc co ma robić z tych nerwów, przechodził z jednego końca pokoju na drugi, co jakiś czas ukradkiem zerkając przez okno. Był taki szczęśliwy! Taki zniecierpliwiony! "Może nawet przyniesie mi kwiaty?" chore myśli poczęły opanowywać jego rozkochany umysł. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi! "DAIDAI!!!!" pobiegł do drzwi i otworzył je szeroko.
Cień zawodu pokrył jego twarz, gdy ujrzał Die'a w jak najnormalniejszym stroju. Bez garnituru, ładnie przyczesanych włosów.... i kwiatów. Cień ów jednak natychmiast zniknął, pod wpływem oszałamiającego uśmiechu, jakim Die miał w zwyczaju obdarowywać ludzi dookoła.
- Cześć! - Daisuke wszedł do mieszkania - Mmm, jakoś tu czyściej niż zwykle...
- Tak, eee... - Toshiya zakłopotał się nieco. Miał mu powiedzieć, że specjalnie dla niego wypolerował całe mieszkanie, a w szczególności sypialnię? - Postanowiłem w końcu posprzątać... - odparł kulawo.
- Acha, wszystko jasne. Toshiya nabiera latek, ehh... Co ja z tobą mam? - westchnął gitarzysta, kierując się w stronę salonu (Toshiya wił się za nim jak cień) - Jeszcze dojdzie do tego, że przestaniesz ze mną na dyskoteki chodzić!
- No co ty! - czarnowłosy zaśmiał się głupio - Z tobą wszędzie pójdę!
- Mmm.... - Die usiadł i spojrzał na zarumienionego przyjaciela - Toto...
- Ha-hai? - Toshiya mimowolnie zadrżał na całym ciele.
- Usiądź tu. - czerwonowłosy poklepał miejsce obok siebie. Gdy młodszy usadowił się na wyznaczonym miejscu, gitarzysta odezwał się ponownie - Już od bardzo dawna chciałem ci powiedzieć o pewnej rzeczy...
- .....
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem, więc MUSISZ się o tym dowiedzieć....
- ... - Toshiya słuchał w skupieniu z coraz to silniejszym biciem serca.
- Myślę, że za sprawą pewnej osoby odkryłem w sobie zamiłowanie do pewnej rzeczy... Jeszcze kilka miesięcy temu to bym się pewnie z tego śmiał, ale teraz... - ciągnął Daisuke - Po prostu się zakochałem...
- ..........!
- ... W starożytnych budowlach.
- O.o
- .....
- Słu-słucham? - Toshiya zachłysnął się powietrzem.
- Tak wiem, to głupie, ale... po prostu mnie przyciągają! Uwielbiam na nie patrzeć, to wszystko przez Narumi... - Die uśmiechnął się spuszczając wzrok.
- Narumi.......? - nieprzyjemna myśl zrodziła się w głowie wyższego.
- No przecież wiesz... Moja dziewczyna.... - odparł Die, jakby to było oczywiste.
- Twoja........? - serce Toshiyi stanęło w miejscu.
- Nie mówiłem ci? - szczerze zdziwił się Daisuke - Już od dawna z nią jestem....
- .........
- No! - kontynuował - I właśnie przez tą miłość do budowli starożytnych i przez Narumi wyjeżdżam na 2 miesiące do Grecji ^^.
- CO???!!! - Toshiya zerwał się na równe nogi.
- Taki urlopik. - DaiDai wzruszył ramionami - Czy nie uważasz, że to wspaniały pomysł?
Toshiya zamarł. Urlop? Dwa miesiące? Dwa miesiące bez Die'a??!! A Die sam w Grecji z... ze SWOJĄ DZIEWCZYNĄ???!!! ON MIAŁ DZIEWCZYNĘ????? "To niemożliwe...". W oczach Totchiego błyskawicznie nagromadziły się litry łez.
- To była ta ważna sprawa, o której chciałeś mi powiedzieć.....? - Toshiya martwym wzrokiem patrzył na gitarzystę.
- Ano!^^
- Kiedy... masz zamiar wyjechać?
- Jutro. - oznajmił lekko starszy, po czym wstał i podszedł do drzwi wyjściowych - Wpadnę się pożegnać.
I wyszedł trzaskając drzwiami. Toto wciąż stał w tym samym miejscu na środku pokoju. Po jego policzku popłynęły palące łzy.
Die
Dziewczyna
Wspólny wyjazd
........
Dwa miesiące
Die...
- Die.... - wyszeptał słabo Totchi, połykając kolejne łzy.


***

- Ohayou, Toto!
Toshiya usłyszał znajomy głos. To on. Przyszedł się pożegnać. Basista przymknął oczy. Die wpadł do salonu, nie ściągając z siebie kurtki.
- Ja tylko na moment, króciutkie pożegnanko, bo mam samolot. - spojrzał na zegarek - No, wstań przyjacielu. Uściśnij Dajusia, długo się nie będziemy widzieć^^!
Toshiya podniósł się z kanapy. Pełnymi łez oczyma obadał Die'a. Zbliżył się do niego.
- Totchi, nie płacz, przecież za dwa miesiące się spotkamy! - Die nieco spoważniał na widok czerwonych i spuchniętych oczu młodszego. Poza tym... Toshiya był tak blisko niego... tak, jak by chciał... - Toshiya?
Basista chwycił w dłonie twarz Daisuke i delikatnie, powoli go pocałował. Zatrzymał usta na chwilę w jednym miejscu, by móc poczuć ciepło emanujące z warg drugiego mężczyzny, następnie ponownie począł nimi poruszać, nieco szybciej. Rozchylił usta Die'a swoim językiem i wsunął go do ich wnętrza. Serce waliło mu jak oszalałe, ale nie miał zamiaru się powstrzymywać. Nie obchodziło go nawet, że pociera swoim językiem o język gitarzysty, a ten mu nie odpowiada. Nic się nie liczyło. Ten jeden jedyny raz chciał go POCZUĆ! Chciał poczuć PRAWDZIWY pocałunek Die'a, a nie te zwykłe króciutkie cmoki, jakimi go obdarowywał od czasu do czasu. Wtopił palce w krwiste włosy Daisuke i przycisnął go do siebie, by jeszcze bardziej pogłębić pocałunek. Jednak Die stanowczo odsunął się od niego. Spojrzał z niejakim strachem w oczy basisty. Nie krzyczał, nie zacisnął pięści. Przed wyjściem powiedział tylko jedno.
- Toshiya, nie rób tego nigdy więcej.


***

Minął już miesiąc. Miesiąc męczarni. Jeszcze tylko jeden i Die wróci. "Ale co z tego, że wróci?" parsknął w myślach Toshiya. "Teraz to on mnie nienawidzi za to, co zrobiłem... i ma rację. Kto by chciał takiego Toshiyę? Wiecznego nieudacznika na dodatek z krzywymi zębami...?" zaśmiał się do siebie i nagle zamarł. Przecież był ktoś, kto od zawsze zapraszał go na spotkania, kto go wszędzie chciał ze sobą zabierać, kto cieszył się, bo ON był szczęśliwy, kto na widok jego uśmiechu, nawet z tym wystającym zębem, uśmiechał się również, ale uśmiechem miłości! "Kao...! Jeszcze nie jest za późno!" Spojrzał przez okno, a potem na zegarek. Północ. Może jeszcze nie śpi?!
Toshiya desperacko zerwał się z miejsca i pognał do drzwi.
Zanim się zorientował był już na podwórku, już biegł przez park. "Nie jest za późno! Kao, błagam cię, nie wyrzucaj mnie ze swojej pamięci!" łzy zebrały się w jego diamentowych oczach, a po chwili całkowicie pokryły zaróżowione z zimna policzki.
Toshiya zatrzymał się nagle. Dostrzegł na jakiejś ławce dwie postacie. Postąpił dwa kroki. Dał by sobie głowę uciąć, że jedną z nich był Kyo. Bardzo blisko niego siedział drugi mężczyzna. Nieco większy. Serce Toshiyi stanęło. "Nie... niemożliwe...".
Kaoru pogładził dłonią policzek uśmiechniętego wokalisty. Po chwili pochylił się do niego i go pocałował.
- Nie... - wyszeptał Totchi.
Stał jeszcze przez chwilę, wpatrując się w przyjaciół. Tacy szczęśliwi, zakochani... "Kao... błagam, to nie może być prawda...to NIE JEST prawda...!".
- Cze-cześć! - Toshiya, nie kontrolując własnego ciała, podszedł do mężczyzn.
Kaoru prawie odskoczył od Kyo. Spojrzał nieco zawstydzonym wzrokiem na basistę.
- Cześć, Totchi! - Kyo uśmiechnął się szeroko (...NIIIIIIEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!! dop. PROPHET) (NIEEEEEEEEE!!! – dop. MIZUKI), chwytając lidera za rękę i przytulając do niego - Co ty tu robisz, o tej porze?
- Ja... ja... - Toto począł się jąkać, widząc jak wokalista coraz bardziej wtula się w ciało Kaoru - Ja... biegłem do Kao...do Kao... - i zaczął płakać - Ja chciałem... Kao...biegłem do ciebie...bo ja...
- Totchi? - Kaoru delikatnie odsunął od siebie niższego mężczyznę, wstał i chwycił w dłonie twarz Toshiyi - Co się stało? Toto....
Ale Toshiya nie odpowiedział. Złapał Kaoru za nadgarstki i gwałtownie odepchnął, po czym pobiegł przed siebie i po chwili zniknął gdzieś w ciemnościach...


***

"Czekam prawdy nie chcąc znać,
Nazbyt dziwny jest jej smak,
Cały czas, czego pragniesz, czego chcesz?
Już wiem: uciec przede mną...
W myślach chorych tonę wciąż,
Podświadomie słyszę też Twój głos,
Ale Ty nie mówisz nic, jak głaz...
Milczysz przede mną...

... Czuję w sobie gniew,
W końcu nadszedł dzień
Bezpowrotnie tracę Cię...
Tonę, tonę, tonę w morzu łez,
Nie będziesz już ze mną....
Odejdź, gdy zechcesz znów,
Zabierz ze sobą ból..."



***
~OWARI

***************************

O ja cie.... Coś dziwnego mi tu powychodziło.... Biedny Toto... i Kaoru też biedny... ostatecznie Kyo również... jakby nie patrzał...Geez.... coś strasznego...

Mizuki, jak Ci się podobało?

M: (Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Podobało, podobało, ale smuuuuuuuutneeeeeeee ToT! Smarku-smarku… dop. Mizuki)

A Wam wszystkim?

Send your comments, people!!!!!

******************


by PROPHET

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.